Mast Mein Rehne Ka (2023) reż. Vijay Maurya

czyli nie bój się żyć

Trafiłam na przepiękny film. Trochę o miłości ale bardziej o marzeniach, oczekiwaniach,o strachu i o determinacji. Wszystko wysmakowane, przemyślane, pięknie podane. Scenariusz i reżyseria na dyszkę, wszystkie główne role na dyszkę, dźwięk i zdjęcia też na dyszkę. Całość 9/10 cudowny snuj do wielokrotnego oglądania. Akcja dzieje się w Mumbaju, poznajemy młodego, utalentowanego chłopaka, który zaczyna życie w metropolii i starszego, samotnego pana, który już przeżył to co miał do przeżycia i już mu się nie chce. Jednemu się to wymarzone życie jeszcze nie zaczęło, drugiemu - właśnie się kończy. Ich ścieżki przypadek splącze i wszystko wywróci.

Kino hinduskie z całym jego dobrodziejstwem, kocham od ponad 20 lat i chociaż mam swoje słabostki (zwykle uczciwie o nich mówię) wiem, co jest warte uwagi a co niekoniecznie polecać. Zwłaszcza, że w Polsce nawet kinomaniacy są często uprzedzeni i zamknięci na filmy z tej części świata,

Mast Mein Rehne Ka” z 2023 w reżyserii Vijaya Maurya’ego polecam. W tym filmie nie ma błędu. To piękny początek obiecującego kina autorskiego. Film jest do obejrzenia na Prime Wideo. Polski tytuł „Nic się nie bój”.

Vijay Maurya (reżyseria, scenariusz i produkcja} dobry rocznik 1972 karierę rozpoczął, biorąc udział w warsztatach aktorskich prowadzonych przez Satyadeva Dubeya. Potem, przez kilkanaście lat był związany z teatrem Prithvi. Zanim zadebiutował jako reżyser, był aktorem i scenarzystą. Urodził się w Bombaju i tam tworzy mieszka do dziś.

Podkreśliłam, bo ślady tego pięknie widać w jego filmie Maurya'ego.

Warsztaty Satyadeva Dubey cieszyły się ogromną popularnością wśród początkujących aktorów, wypuściły w świat wiele gwiazd. Dubey był znany ze swojej charyzmy, ekscentryczności i prowokacyjnego stylu nauczania Kwestionował konwencje, zachęcał do ich demontażu. Zamiast podawać gotowe odpowiedzi, prowokował do dyskusji. Uczył szacunku do języka, kładł ogromny nacisk na słowo pisane i precyzyjne odczytywanie tekstu. 

Ale … 

mówi się też o nim, że że stosował kary cielesne i straszył, krzyczał, poniżał, gnębił, aby motywować aktora do przekraczania granic. Jak nasz Tadeusz Łomnicki. Do dziś wielu uważa go za wybitnego mentora, który ukształtował ich kariery. Ci których kariery złamał pewnie mówią o tym tylko na terapiach. Tyran i toksyk, którego metody doprowadzały do emocjonalnego wyczerpania i traumy. W środowisku teatralnym wciąż trwa debata, czy cel uświęca środki i czy wielka sztuka usprawiedliwia metody, które naruszają godność studentów.

Takiego nauczyciela miał Vijay. Mam nadzieję, że Dubey  go zahartował a nie złamał. Widać w jego filmie nieprawdopodobną dbałość o tekst, rytm, dyscyplinę wewnętrzną. Aż pożałowałam, że nie znam języka oryginału. Reżyser z pewnością ma wiele do powiedzenia, ale ma tez lekkość i świeżość w tworzeniu historii. Pokazuje nam bohaterów, ale ich nie ocenia,.

Drugie piętno które z pewnością odcisnęło się na filmie to Teatr Prithvi- historyczne i kultowe centrum sztuk scenicznych, znane ze wspierania teatru eksperymentalnego. Został założony, aby kontynuować tradycję wędrownego zespołu teatralnego. Film Vijaya ma konstrukcję i ducha  sztuki scenicznej, zachowuje magię teatru ale ożywia jego umowność. „Strzelba, która wisi na ścianie w akcie pierwszym, musi wystrzelić w trzecim”. I strzela, ale bez patosu i bez przesady.

I po trzecie: To kolejny film w moim życiu, gdzie jedną głównych ról gra miasto. Tym razem to Mumbai. Gra tak dobrze i tak wyraziście, jakby po mieście prowadził widza przewodnik. Cała gama dźwięków, barw a nawet zapachów i smaków. Przysięgam. Operator zdjęć Nagaraj Rathinam tworzy z reżyserem duet doskonały. Warsztat szlifował na zdjęciach i filmach reklamowych.  Zajrzyjcie na jego @nagarajrathinam a przekonacie się o czym mówię. I widać w tych zdjęciach miłość do miasta, ale też gorycz, smutek i złość. To nie laurka, to obraz krwią, potem i łzami namalowany. Cudowny. Okropny. Jak kto będzie chciał zobaczyć.

Po przeczytaniu „Bombaj maximum city”Suketu Mehty miałam refleksję, że już nie muszę tam jechać i zwiedzać. Już byłam. Już znam. Film sprawił, że wpisałam sobie znów Mumbai na listę miejsc, które chcę zobaczyć. Znajome kąty odwiedzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz